sobota, 22 sierpnia 2015

62. Ptaszków część druga

Wracamy!


Powroty tu są jakieś zbyt częste, kiepską "matką" jestem, co tak dba o swoje "dziecko". Postanowienie poprawy jest, ale i czasowe poprawienie też jest! Zaglądajcie, oglądajcie,

Dziś druga część ptaszków, które były tu już jakiś czas temu, powstały w ramach serii "Ptaki polskie".
Pliszka

Czajka

Kowalik

Sójka

Modraszka

Dzięcioł czarny

Rudzik

Gil

sobota, 7 marca 2015

61. Sportsmenka Tosia

Dziś chciałam przedstawić Wam kolejną lalkę waldorfską wykonaną przez Mamę.
Przed Wami Tosia, sprotsmenka, miłośniczka biegania, ale też mała modnisia.
W zestawie ma mnóstwo ubranek: komplet dresowy, legginsy, sweterek, dwie torebki, trzy pary bucików, opaskę, sukienkę, ażurowy sweterek, koszulkę i oczywiście bieliznę :)

Tosia w środku wypełniona jest owczym runem. Wszystkie elementy szyte własnoręcznie :)





środa, 18 lutego 2015

60. Małe dzieci - ptaszki

Tak się złożyło, z powodu pewnej absencji blogowej, że nie pojawiły się tu ostatnio moje małe "dzieci". Pod impulsem przyjaciela zabrałam się za rzecz dla mnie zupełnie obcą. Nie jestem żadnym ornitologiem, ba, nigdy nawet nie przejmowałam się tym, czy odróżniam ptaki, a wrona, gawron i kruk to dla mnie jedno i to samo (oczywiście wiem, że tak nie jest ;)). Nigdy także nie twierdziłam, że potrafię malować, zwłaszcza małe, drobne elementy. Choć w lepieniu już zaczęłam pierwsze kroki (ciasteczka, babeczki, czyli level 1), to ulepienie małych ptaszków stało się nie lada wyzwaniem.

Voila!
Dziś podskakuję razem z sójkami w ogrodzie i odróżniam sikorkę bogatkę od modraszki. A dodatkowo w pracowni zagnieździły się urocze, malutkie ptaszki - kolczyki. Jak widać - czasem nieosiągalne staje się realne ;)

Dziś pierwsza część ptaszków :) Wśród wszystkich sfotografowanych aktualnie nie ma tu gilów, gdyż odleciały z pracowni bardzo szybko :) W Boże Narodzenie mają dużo sympatyków ;) Ale nic straconego, gile właśnie schną ulepione na komodzie i czekają na malowanie :)
Zimorodki

Dudki

Bogatki

Żołny

Wilgi

Kraski

Mazurki

Jemiołuszki

środa, 11 lutego 2015

59. Mocne powroty

Kochani.
Postanowiłam tu powrócić z trochę bardziej zdwojoną siłą. Aktualnie siedzę nad odświeżeniem bloga, stąd kilka latających bajzgli w te i wewte, które przeszkadzają jeszcze w porządnym odczytywaniu tej strony, ale cały czas pracuję nad tym. Ma być przejrzyście, a przede wszystkim - aktualnie. Bo aktualność można było w ostatnim czasie tu szukać ze świecą ;)

Nad wieloma rzeczami teraz z Mamą pracujemy, nad stworzeniem porządnej pracowni, szukamy ciekawych kiermaszy w Polsce, gdzie mogłybyśmy się pojawić, a przede wszystkim - cały czas tworzymy. Jest kilka rzeczy, których tutaj jeszcze nie pokazywałam, a w tym świecie rzeczywistym zdobyły już rzesze fanów. Tu też je lada chwila znajdziecie.

Postanowiłam także, wzorem Pauliny z Moon River Journal, aby zacząć taką cotygodniową akcję przedstawiania Wam mojego jednego, zwyczajnego dnia. Postaram się, aby zawsze był to inny dzień tygodnia, bo jednak sporo się u mnie różnią ;) Ale to dopiero od przyszłego tygodnia, rozpoczynamy w niedzielę :) Do tego czasu mam nadzieję, że blog już odetchnie z ulgą na swój widok :)

Tymczasem zostawiam Wam z wiosenną króliczycą. Macha do Was łapką i wita się z Wami, bo właściwie to takie nowe przywitanie, z nowym wszystkim właściwie :)
Króliczyca szuka domu aktualnie :)

fot. Wojtek Leszczyński

poniedziałek, 24 listopada 2014

58. Amelia Baletnica

Okres listopada i grudnia, to jeden z tych najgorętszych dla rękodzielników, o czym zapewne doskonale każdy wie i podobnie jest u nas.

W tym wszystkim niestety wiele planów, które miałam wobec tego bloga troszkę umarły śmiercią naturalną. Jak niektórzy zauważyli, na blogu funkcjonuje nadal moja stara grafika, wiele zakładek stało się dla mnie niefunkcjonalnych. Jednak zmiany wymagają czasu, a zwłaszcza poświęcenia go. Tymczasem aktualnie, gdyby ktoś miał możliwość sprzedaży czasu, myślę, że byłby milionerem. Ratować może tylko dobra organizacja czasu ;)

Żeby jednak nie zgrzytało i nie straszyło pewną pustką (bo w innym eterze internetowym non stop coś się dzieje, a tu taka cisza!), chciałam przedstawić Wam Amelię Baletnicę. Amelię wykonała niedawno Mama. To typowa lalka waldorfska, wypełniona owczym runem, ma całą garderobę, co możecie zauważyć na zdjęciach :) Amelka ma 33 cm i aktualnie czeka na swoją rodzinę. Może ktoś chce ją przygarnąć pod swój dach? :)






środa, 15 października 2014

57. Te fascynujące powroty

Na samym wstępie chcę Wam podziękować za miłe słowa. Za miłe słowa oczekiwania tu na mnie i Mamę. Od kwietnia był to dla nas pod wieloma względami gorący okres (były momenty zwątpienia i ogromnych sukcesów), ale postanowiłam wrócić tu, żeby dalej pokazywać Wam naszą małą twórczość.

To gorący okres, właściwie w głowie rękodzielnikom już wyłącznie święta i kiermasze, a ja aktualnie zamiast tworzyć, to ślęczę w sklepach internetowych kupując brakujące materiały.

Czasem przychodzi jakieś dno, ale warto się wtedy wziąć w garść i iść dalej. Ja i Mama aktualnie żyjemy tą dewizą. Dlatego dalej walczymy, tworzymy i szybko nie mamy zamiaru stąd uciekać.

Przez te kilka miesięcy zrobiłyśmy kilkadziesiąt niesamowitych zamówień. Otrzymaliśmy zdjęcia od klientów z zakupionymi przez nich rzeczami. To bardzo ważne dla nas. A my staramy się nieustannie podnosić sobie poprzeczkę.

Lepsze materiały, większe skupienie i profesjonalizm. Próbujemy i mamy nadzieję, ze się uda :) Trzymajcie kciuki :)

A przed Wami ostatnie projekty sutaszu Mamy. Ja jestem coraz bardziej z niej dumna :)









piątek, 18 kwietnia 2014

56. Zające niekoniecznie wielkanocne

Za dwa dni Święta Wielkiej Nocy, od wczoraj dla chrześcijan ważne dni.
Życzę Wam pogodnego ducha, sił na kolejne dni, lata, które możemy czerpać z tych dni spędzonych z bliskimi, może na pewnych przemyśleniach, może na szczęściu, radości. Czerpmy z pięknej aury pełnymi garściami :)

Dla nastroju wielkanocnego - niekoniecznie wielkanocne zające :)


czwartek, 10 kwietnia 2014

55. Kolorowe babeczki

Z racji tego, że już w sobotę Etniczny Zawrót Głowy, czyli jeden z niewielu festiwali w Toruniu, któremu towarzyszy jarmark rękodzieła, przygotowania pełną parą. Powstała cała seria kolorowych babeczek. Zaczęłam po raz pierwszy pracować z masą PREMO i jestem totalnie zauroczona nią. Nie dość, że jest miękka, wspaniale się formuje, nie kruszy, to ma tak piękną gamę kolorów, że przy zakupach nie mogłam się zdecydować, które wybrać. Z FIMO jednak nie zrezygnuję do końca, gdyż jest tam także wiele kolorów, które już chwyciły mnie za serce, ale PREMO chyba jednak wysunęło się we wszystkim na pierwsze miejsce :)

Póki jeszcze łóżko nie wyciąga do mnie rąk, wracam do pracy, a Was zostawiam z wiosennymi, kolorowymi babeczkami :)








niedziela, 9 lutego 2014

54. Skutki porządków - bransoletka DIY

I do mnie nareszcie przyszły upragnione, wolne dni. Wizja sesji już za mną, więc nadszedł czas na rozkosz codziennego lenistwa. Dwa tygodnie. Nie pamiętam, kiedy miałam okazję na tak dłuższy pobyt w domu, bez jakichkolwiek obowiązków, gdy nie musiałam przejmować się studiami, pracą, orkiestrą, czy jakimikolwiek innymi zobowiązaniami. Aktualnie jedyne, to zrealizowanie wszystkich zamówień, które nazbierały mi się od (!) świąt. Jestem w połowie, dziś przyszedł czas na wszystkie modelinowe akcesoria.

Jednak zanim wrócę tutaj do Was ze zwykłymi postami przedstawiającymi jakieś nowe dokonania rękodzielnicze (a jest ich trochę :D), to pokażę Wam bransoletkę, którą we wczorajszym uniesieniu przerobiłam po swojemu. Ostatnie dni spędzałam na intensywnym sprzątaniu, które oprócz tego, że dotknęły mój pokój, doszły także do pokoju, który przeze mnie wzniośle nazywany jest "pracownią", a przez Mamę "pokojem z materiałami". Ale zdjęcia "pracowni" kiedy indziej.

Dziś bransoletka, którą odnalazłam w którejś z szuflad. Tylko impuls uchronił ją od tego, że nie wylądowała na śmietniku. Uwielbiam kolorowe rzeczy, jednak zwykła, drewniana bransoleta w kolorze morsko - turkusowym wydawała mi się mało atrakcyjna. No i sprzątanie "pracowni"  dało mi kolejną zdobycz, czyli ogrom różnokolorowych, cienkich wstążek.

Akcja była prosta: nożyczki, zapalniczka (do podpalania końcówek, aby się nie siepały), klej Magic i nieszczęsna bransoletka.



A to skutek wstążkowych bohomazów :)

 Być może nie jest to ani rewelacyjne, ani niezwykle odkrywcze, ale na ręce wygląda kolorowo, wspaniale rozświetla strój i co najważniejsze dla mnie - nie jest nudno.


Polecam Wam czasem użyć takich prostych metod do odnowienia czegokolwiek :)

sobota, 28 grudnia 2013

53. Wyniki candy

Na samym wstępie przepraszam Was za takie opóźnienie w wynikach. Święta i wiele innych spraw rodzinnych, które wyniknęły nagle spowodowały, że nie miałam nawet czasu tu zajrzeć, aby złożyć Wam życzenia.
Gdy jesteście już "po" całym zamieszaniu świątecznym, to mam nadzieję, że potrafiliście się zatrzymać i zauważyć te najważniejsze aspekty świąt (dla każdego coś innego) - rodzinę, czas, wiarę, miłość, odpoczynek. Gorąco Wam tego też życzę w normalnym okresie życia - na co dzień.

Tymczasem wracając do sedna sprawy: szybki post, bo niestety czas też mnie nagli. Zbliża się koniec roku, a ja mam jeszcze mnóstwo postanowień, które mam zamiar zrealizować. No i WOŚP się zbliża wielkimi krokami, a w tej sprawie też nie da się próżnować ;)

Losowanie odbyło się w formie tradycyjnej ;) Bardzo dokładnie sprawdzałam Wasze dodatkowe losy, czyli dodanie do obserwowanych czy polubienie profilu na Facebooku. Tym, którzy się na to zdecydowali - dziękuję mocno. Każda osoba więcej to dla mnie dodatkowa motywacja.

Tak przedstawia się "stosik" losów:


I zwycięzca: Magdalena K.


Proszę o kontakt na dariatworzy@gmail.com z przesłaniem danych do wysyłki.

Wszystkim gorąco dziękuję Wam za wszystkie zgłoszenia :) 

wtorek, 17 grudnia 2013

52. Organizer na łóżeczko

Ostatnio się chwaliłam zdjęciami, słownie, na prawo i lewo, że miałam okazję zrobić coś bardzo, bardzo specjalnego.

Tym czymś okazał się... organizer na łóżeczko. Okazja specjalna, bo dla bliskiej mi osoby, a w takich przypadkach dodatkowo wkłada się jeszcze większy ogrom serducha w pracę i wykonanie. Zwłaszcza, gdy to taki "pierwszy raz", jeśli chodzi o jakieś poważniejsze szycie poza torbami.

Dostałam od przyszłej Mamy materiał i konkretne wytyczne: kieszonki 3+2, zakładki i gumki ściągające, zapięcia na rzepy.

Oczywiście dla mnie najtrudniejszy etapem było wykrojenie. Ta niepewność, że coś utnę nie tak. Na szczęście się udało, oczywiście z niemała pomocą Mamy. Aby organizer nie był zwykłą szmatką, do środka włożyłam ocieplinę płaszczową - dzięki temu nabrał kształtów i wygląda zdecydowanie milej i plastyczniej na łóżeczku.

Oczywiście sporo problemów miałam z kieszonkami, zwłaszcza, gdy Mama rzuciła hasło "fastrygowanie". Ileż to człowiek nauczy się dzięki takim rzeczom ;) Ale moje zdolności szycia idą do przodu.

Przed świętami - specjalna misja, uszyć sobie sukienkę. Materiał już zamówiony, grunt to znaleźć czas w tym ferworze przedświątecznym.

Dodatkowo mam za sobą X-MAS KRAM w CSW w Toruniu, za który ogromnie dziękuję. Było tyle osób, że właściwie nie miałam też kiedy robić zdjęć swojemu stoiskowi, nie mówiąc o innych. Jakieś dwa mam, ale to następnym razem. Póki co - można szykować się jeszcze na dwa - w środę, w Bibliotece Głównej UMK, oraz w niedzielę w Mózgu, w Bydgoszczy. Zapraszam oczywiście :)

A teraz obiecany organizer :)