niedziela, 10 listopada 2013

48. W kwestii włosów

Dziś post, który będzie całkowicie odbiegający od tego, co głównie tu znajdowaliście. Dziś coś, co tkwi w mojej głowie od kilku tygodni, aż teraz myśl przeszła do czynu.

Czy zastawialiście się może kiedyś, ile siły człowiekowi (a zwłaszcza kobietom) dają włosy? Fryzura, albo po prostu jakaś typowa cecha charakterystyczna, z którą zawsze się identyfikowaliście. Ja tak mam z dreadami. Mam je od dwóch lat i choć może niektórym wydawać się to krótki odcinek czasu, dla mnie to tak naprawdę okres najważniejszych lat życia. Podczas posiadania dreadów w moim życiu wiele się zmieniało, do wielu decyzji dorastałam. Dlatego jakoś obecne życie mocno im przypisuje. Mam wrażenie, ze doszłam nawet do takiego stwierdzenia, że dready tak mocno mnie charakteryzują, że bez nim staję się "nikim". Dość mocne słowa, ale niestety tak jest. Dodatkowe stwierdzenia ludzi, że super człowiek w nich wygląda itp., wcale nie sprawia, że ma się łatwiej, gdy podejmuje się tą najtrudniejszą decyzję - ścięcie.

Dlaczego chce je ściąć? Chyba głównym powodem jest niewygoda, zwłaszcza podczas intensywnych zajęć tanecznych, które spotykają mnie dwukrotnie w tygodniu oraz przy dodatkowych warsztatach. Ich długość, "grubość" oraz intensywność wysiłku powoduje tak sporą niewygodę, że po każdych zajęciach wychodziło się z morderczym zamiarem chwycenia za nożyczki. Jednak to nie jest prosta decyzja, zwłaszcza, gdy z jednej strony osoby takie jak Mama, Babcia, Ciotki, które cieszą się na samą myśl, że je zetniesz (tu włącza się tryb buntownika) kontra znajomi, którzy twierdzą, że dlaczego chcesz ściąć, przecież tak ekstra wyglądasz. Na szczęście znajdzie się kilku przyjaznych, którzy wiedzą co to za ból ścięcia aż tak charakterystycznej fryzury.

Nie jest łatwo.

Istnieje niebezpieczna myśl w głowie, która krząta się, krzyczy, że halo "już nie będziesz takim samym człowiekiem", "teraz już Cię ludzie nie będą tak lubili", "zobaczysz, jak będziesz beznadziejnie wyglądać".
I nawet nie wiecie, jak ciężko jest schować te myśli przed główną ideą - POTRZEBUJĘ ZMIANY!

Ból ścięcia pierwszego był rozpaczliwą ucieczką od tego ostatecznego dźwięku "ciach". Wszystko, naprawdę wszystko wewnętrznie bolało i krzyczało "nie rób tego!". Bicie się z własnymi myślami, jest chyba najcięższą walką w naszym życiu. A na pewno w moim.

Aktualnie kończę ścinanie. Notkę piszę, ponieważ w mojej głowie znów pojawił się strach. "Czy dotknę tej anonimowości, przed którą tak bardzo się bronię?".  Czy będę mocno żałować? Już żałuję. Ale tylko tego, że tak głupie myśli wpadają mi do głowy. Nawet jeśli dla niektórych stanę się kimś innym, tylko dlatego, że zmieniłam fryzurę, to może faktycznie nie warto budować takich znajomości. Chcę budować swoją pewność siebie od nowa. I choć będzie ciężko, to robię to z premedytacją i z siłą walki.

Trzymajcie kciuki ;)

A tu - ostatnie zdjęcie w dredach - dziś rano. Na pamiątkę ;)



5 komentarzy:

  1. Powodzenia :) Pewnie na początku nie będziesz się mogła przyzwyczaić, ale będzie coraz łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze możesz jak moja koleżanka doczepiać sobie dredy na spinkę czy małą gumeczkę. U niej to działa. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam dredy w liceum - wyszło ich coś około 30, wytrwałam 10 miesięcy. Dlaczego ścięłam? Głównie dlatego, że włosy zaczęły rosnąć, a znajomy, który mi je robił, był na tyle daleko, że nie mogłam do niego pojechać na poprawki (sama nie dawałam rady). Nie była to łatwa decyzja, doskonale Cię rozumiem, ale również i u mnie pomogło zadecydować to, jak ciężko tak naprawdę dbać o dredy - mycie i suszenie to była katorga, a już szczególnie, gdy się chodziło na basen i czepek nie dawał rady. Czasem mam taką myśl "a może zrobić sobie chociaż małego dreda pod włosami...?", ale to nie byłoby już to samo.
    I też zrobiłam sobie ostatnie zdjęcie na pamiątkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zmiana fryzury to spora decyzja. Mam nadzieję,że w nowej będziesz się czuła równie dobrze i czekam na zdjęcia :) Ps. W dredach wyglądasz bardzo ładnie.

    OdpowiedzUsuń